Strona główna Płyty Zdjęcia Filmy Linki Artykuły
 
 

Artykuły z gazet traktujące o artyście.


Magazyn Muzyczny 11 (345) - listopad 1987


Wiesław Weiss


Część I


Sukces wydanej latem 1977 roku płyty z suitą Jeana Michela Jarre'a „Oxygene”, sprzedanej na świecie w liczbie kilku milionów egzemplarzy, przyjęto z niedowierzaniem. Kompozytor utworu i jego jedyny wykonawca był bowiem postacią zupełnie poza Francją nieznaną - także w Paryżu osoba jego, mimo większych i mniejszych sukcesów, aż do roku 1977 nie wywoływała emocji. Pierwsze informacje na temat Jarre'a w prasie światowej sprowadzały się do kilku ogólnikowych stwierdzeń, z podkreśleniem faktu, iż młody twórca jest synem cenionego, wielokrotnie nagradzanego, dwa razy - w 1962 I w 1965 - uhonorowanego Oscarami, kompozytora muzyki filmowej, Maurice'a Jarre'a. Jest to jednak trop prowadzący do nikąd, bowiem sławny ojciec porzucił syna, kiedy ten miał lat pięć; w rezultacie syn nie chce dziś z mieszkającym w najbogatszej dzielnicy Los Angeles ojcem mieć nic wspólnego, zaprzecza też gwałtownie, jakoby pozostawał pod wpływem jego twórczości.

O muzyczną edukację Jeana Michela zadbała matka, która jesienią, 1953, kiedy chłopiec miał lat pięć, w harmonogramie jego zajęć umieściła lekcje gry na fortepianie, później zaś zachęciła też do nauki harmonii oraz teorii muzyki. Stąd w życiorysie Jarre'a informacja o ukończeniu Conservatoire de Paris, pamiętać jednak warto, że chodzi o kurs podstawowy, nie zaś studia wyższe. Chociaż Jarre od najmłodszych lat skłaniał się ku muzyce popularnej, przez jakiś czas był nawet gitarzystą amatorskiego zespołu rockowego, w 1968 roku, jako student ekonomii, zgłosił chęć uczestnictwa w pracach Groupe de Recherches Musicales. Starania te uwieńczone zostały sukcesem.

Powstanie Groupe de Recherches de Musique Concrete, przemianowanej później na Groupe de Recherches Musicales, zainicjował w 1948 roku awangardowy kompozytor francuski Pierre Schaeffer, w swej twórczości operujący materiałem dźwiękowym zaczerpniętym z naturalnego otoczenia człowieka gwar wielkomiejski, szum lasu itp.), poddanym następnie studyjnej - czy, jak mówiło się dawniej, elektronicznej obróbce.

Jean Michel uczestniczył w pracach grupy krótko, miał wszakże udział w powstaniu kilku interesujących utworów, wykorzystujących przetworzony elektronicznie materiał sonorystyczny zaczerpnięty z nagrań, muzyki nieeuropejskiej. Nie ulega wątpliwości, że eksperymenty te pobudziły jego wyobraźnię co najsilniej uwidoczniła płyta Zoolook z 1984 roku, wpływu Schaeffera i jego poszukiwań na młodego kompozytora nie warto jednak podkreślać, ograniczył się on bowiem do sfery kształtowania dźwięku, realizacji nagrań.

Pierwsze ambitne pomyślane kompozycje Jeana Michela Jarre'a na syntezatory, przedstawione publiczności na początku lat siedemdziesiątych, m.in. suita Aor, której prawykonanie odbyło się w Operze Paryskiej w 1971 roku, wywołały we Francji duże zaciekawienie, nie doczekały się jednak dokumentacji płytowej i w życiorysie kompozytora mogły pozostać epizodem bez znaczenia.

Jarre zwrócił się niebawem w stronę twórczości o zdecydowanie użytkowym charakterze. Dostarczał kilometrów taśm z dyskretną muzyką elektroniczną odtwarzaną w domach towarowych oraz poczekalniach portów lotniczych, własnymi nagraniami zdobił krótkie filmy reklamowe, sporadycznie przygotowywał też oprawę dźwiękową dokumentalnych i fabularnych filmów telewizyjnych. Wyjątek w jego dorobku stanowiły dwie suity baletowe na syntezatory, skomponowane i zrealizowane na zamówienie Norberta Schmuckiego oraz Josepha Lazziniego z myślą o widowiskach „Dorian Gray” i „Le Labirynthe”.

Nie rezygnując z nagrań we własnym studiu, wyposażonym w coraz większą z biegiem lat liczbę instrumentów i urządzeń elektronicznych, Jarre z dużym powodzeniem działał także jako kompozytor i niekiedy autor tekstów piosenek wykonywanych przez Francoise Hardy, Gerarda Lenormana, Christophe'a czy Patricka Juveta. Wydawcą kilku spośród tych utworów był Francis Dreyfus, człowiek, bez którego nie byłoby „Oxygene”, „Equinoxe” czy „Les Chants Magnetiques”.


Dreyfus, który dla kolegów ze szkoły organizował w drugiej połowie lat pięćdziesiątych koncerty jazzowe, wydawcą muzycznym został wkrótce po ukończeniu studiów uniwersyteckich. Początkowo był jedynie paryskim pełnomocnikiem wydawcy utworów Raya Charlesa, wkrótce około 1964 roku, uzyskał jednak niezależność. W jego katalogu znalazły się niebawem przeboje największych gwiazd francuskiej muzyki młodzieżowej, takie jak „Pour Moi la Vie” i „Cheveux Longs”, „Idees Courtes” Johnny'ego Hallydaya czy „La La La” i „Par Amour Par Pitié” Sylvie Vartan. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Dreyfus z ogromnym sukcesem uczestniczył jako wydawca w podboju francuskiego rynku przez zespoły takie jak Pink Floyd, Procol Harum, Jethro Tull czy Traffic.

W 1970 roku utworzył w ramach organizacji Francis Dreyfus Music niewielką firmę płytową Motors. Wśród wykonawców, których udało się dla niej pozyskać, był Christophe. W okresie 1973 -1974 na francuskich listach przebojów umieścił on piosenki „Les Paradis Perdus” czy „Les Mots Bleus”. Ich kompozytorem był Jean Michel Jarre. Dreyfus postanowił poznać młodego twórcę bliżej, a kiedy usłyszał jego wspólne nagrania z Patrickiem Juvetem, m.in. duży przebój 1976 roku – „Mort Ou Vif”, przede wszystkim zaś obfitą muzykę instrumentalną z lat 1971 - 1976, po raz pierwszy w swej karierze zaczął rozważać możliwość podboju rynku światowego.

Skoro młody kompozytor z powodzeniem pisał i nagrywał od lat muzykę uprzyjemniającą paryżanom robienie zakupów, czy też łagodzącą nerwową atmosferę, jaka nieodmiennie towarzyszy dalekim podróżom, dlaczego nie miałby stworzyć tła dźwiękowego na każdą okazję, dla każdego z nas?

Nie bacząc na protesty doradców Dreyfus zaproponował Jarre'owi współpracę na warunkach więcej niż korzystnych, zachęcił go też do nagrania autorskiej płyty, która ukazać się miała staraniem nowo utworzonej firmy Disques Dreyfus. „Przekonywano mnie - wspomina dzisiaj wydawca - że stawianie na Jarre'a jest szaleństwem, nie był on bowiem znanym wykonawcą. Cóż, dla świętego spokoju przyznawałem sceptykom rację, dodając jednak: pozwólcie mi być ostatnim wielkim ekscentrykiem we francuskim przemyśle muzycznym.

Dreyfus postawił na właściwą kartę. Płyta „Oxygene”, nagrana między sierpniem i wrześniem 1976 roku w niewielkim studiu Jarre'a, wydana w sierpniu roku następnego, w samej tylko Francji sprzedana została w liczbie blisko dwóch milionów egzemplarzy, sukces odniosła też w wielu innych krajach. 



Magazyn Muzyczny 12 (346) - grudzień 1987


Wiesław Weiss


Część II


Jean Michel Jarre okazał się nieprzygotowany na światowy sukces płyty „Oxygene”. W 1977 roku, kiedy nagranie się ukazało, nie był też w stanie podjąć regularnej działalności koncertowej, mimo licznych propozycji i zaproszeń z terenu Francji oraz innych krajów Europy Zachodniej. Ostatecznie, po długich dyskusjach z Dreyfusem, data estradowej premiery utworu ustalona została na 14 lipca 1979 roku, dzień francuskiego święta narodowego.

Koncert, w którego programie znalazła się też wydana na płytach kilka miesięcy wcześniej, nagrana między styczniem i sierpniem 1978 roku suita „Equinoxe”, zorganizowano w centrum Paryża, na rozległym Placu Zgody. Jeśli wierzyć prasowym doniesieniom, muzyki Jarre'a wysłuchało tego dnia blisko milion mieszkańców stolicy Francji, co stanowi zapewne rekord frekwencji na koncercie jednego wykonawcy. Za pośrednictwem telewizji satelitarnej imprezę obejrzało podobno sto milionów widzów na całym świecie.

Równie spektakularny charakter miały wszystkie późniejsze występy Jarre’a, tak jak ten pierwszy organizowane przy wyjątkowych okazjach i z tego choćby powodu bardzo rzadkie.

W październiku 1981 roku kompozytor pojechał w towarzystwie pięknej żony, popularnej aktorki brytyjskiej Charlotte Rampling, do Chin, by swą muzykę, nieznaną w Azji, przedstawić publiczności w Pekinie i Szanghaju. 5 kwietnia 1986 roku uświetnił swym występem obchody 150 rocznicy Houston, miejscowości znanej przede wszystkim jako siedziba NASA. Na dzień 5 października tego samego roku przygotował w Lyonie, swym rodzinnym mieście, wielki spektakl muzyczny na cześć odbywającego pielgrzymkę po Francji Papieża.

Wydany w styczniu 1979 roku album „Equinoxe” zawierał cykl podobny do „Oxygene”, o bardziej jednak wymyślnej, wyszukanej konstrukcji. Dla podkreślenia całościowego charakteru kompozycji Jarre zdecydował się na powtórzenie w jej finałowej części, „Equinoxe 8”, tematu jednego z fragmentów poprzednich, „Equinoxe 5”, podanego co prawda w wolniejszym tempie, wzbogaconego podobnymi efektami ilustracyjnymi (odgłosy burzy itp.). Wprowadził też dwa wyraźniej wyodrębnione fragmenty o charakterze wstępu - stonowane, pozbawione efektów perkusyjnych, kontrastujące z żywą, ruchliwą częścią główną.

”Equinoxe” pozostaje do dziś najbardziej przebojową płytą w dorobku francuskiego kompozytora, najwięcej tu bowiem odcinków opartych na urokliwych, chwytliwych tematach, by wymienić tylko następujące po sobie „Equinoxe 3”, „Equinoxe 4” i „Equinoxe 5”. Dodać też trzeba, że obszerne fragmenty cyklu, zwłaszcza te z drugiej strony płyty, oparte zostały na tanecznych, dyskotekowych rytmach.

Album zachwyca wielopłaszczyznowym ujęciem efektów dźwiękowych. W nagraniach Jarre wykorzystał tym razem kilkanaście różnych instrumentów elektronicznych, sukces „Oxygene” pozwolił mu bowiem na zakup m.in. Oberheim Polyphonic Synthesier, Yamaha Polyphonic Synthesier i Korg Polyphonic Ensemble, ułatwił też też nawiązanie owocnej współpracy z konstruktorem komputerów rytmicznych i sequencerów - Michelem Geissem.

Uważa się, że kolejna płyta Jarre'a, „Les Chants Magnetiques” z maja 1981 roku, stanowiła w karierze kompozytora krok wstecz. Zarzucano bardzo już wówczas popularnemu twórcy powtarzanie pomysłów wyeksploatowanych wcześniej, nazbyt natrętne stosowanie efektów ilustracyjnych, a także dalszy zwrot w stronę muzyki dyskotekowej, przede wszystkim zaś nadmierną swobodę w konstrukcji cyklu.

Na pewno ostatni z tych zarzutów jest dla Jarre'a niesprawiedliwy, kompozycja otrzymała wszakże tytuł „Les Chants Magnetiques”, zaczerpnięty od sztandarowego dzieła nadrealizmu, utworu André Bretona i Philippe Soupalta, który miał być swobodnym zapisem snów oraz halucynacji narkotycznych.

Nieuzasadnione wydaje się też twierdzenie, jakoby twórca powtarzał jedynie własne pomysły sprzed lat kilku. Wprost przeciwnie, właśnie w tym okresie podjął on próby wyjścia poza ograniczenia własnej formuły kompozytorskiej. Operując, jak zwykle, drobnym, chwytliwym tematem, po raz pierwszy właściwie zadbał, by w kolejnych repryzach pojawiał się on w coraz bardziej wzbogaconej formie (np. „Les Chants Magnetiques 4”).

Do cyklu włączył też fragmenty zdradzające chęć nawiązania do muzyki eksperymentalnej, by wskazać wstępne „Les Chants Magnetiques 1”. Odcinek ten, rozpoczynający się monumentalnie brzmiącą kadencją akordów, wprowadzał Iiczne efekty brzmieniowe stosowane w muzyce awangardowej. Stosowane - dodać warto - przed laty, wówczas fascynujące, dziś co najwyżej intrygujące.

Dla podkreślenia surrealistycznej poetyki cyklu Jarre zakończył go opracowaną w sposób przywołujący na myśl estetykę muzyki restauracyjnej rumbą.


Wyprawa francuskiego kompozytora do Chin udokumentowana została pokazanym także przez naszą telewizję filmem oraz dwupłytowym albumem „Les Concerts en Chine” z maja 1982 roku. Jest to zbiór sumujący niejako pierwszy okres w działalności Jean Michela Jarre'a, przypomina w każdym razie najbardziej charakterystyczne fragmenty „Equinoxe” i „Les Chants Magnetiques” w wersjach mniej co prawda wysmakowanych pod względem brzmieniowym, mimo że na estradzie wsparła twórcę grupa w składzie: Frederic Rousseau - instrumenty klawiszowe, Dominique Perrier - instrumenty klawiszowe i Roger Rizzitelli - instrumenty perkusyjne, bardziej jednak żywych, ciekawszych pod względem rytmicznym.

”Les Concerts en Chine” to zarazem zapowiedź nowego okresu artystycznego poszukiwań kompozytora, a to ze względu na nostalgiczną kompozycję, „Souvenir Of China”, jeden z kilku nowych utworów w zestawie. Nagranie, jak klika innych, wzbogacił kompozytor o pochodzące z Pekinu i Szanghaju, naturalistyczne efekty dźwiękowe, z frapującym rezultatem wykorzystał w nim także wybrane pod kątem walorów melodycznych i brzmieniowych słowa oraz grupy słów w języku chińskim. Eksperyment ten, utrzymany w duchu poszukiwań Pierre Schaeffera, kontynuował w okresie pracy nad późniejszą płytą studyjną – „Zoolook”.

Dodać należy, że pisane z myślą o prawykonaniu w Chinach utwory takie jak „Arpegiator’ czy „Night In Shanghai” starał się kompozytor nasycić klimatem orientalnym, wprowadzając na przykład oparte na pentatonice tematy, wykorzystując charakterystyczne dla muzyki Wschodu brzmienia itp. Podjął też próbę kontrowersyjną. Do udziału w swych koncertach zaprosił orkiestrę Konserwatorium Pekińskiego, wzbogacając wykonany przez nią, bardzo stary utwór ludowego pochodzenia – „Połów ryb o zachodzie słońca” - o utrzymane w podobnym nastroju, własne interludia.


6 lipca 1983 roku, podczas zorganizowanej w paryskim hotelu Drout licytacji, sprzedano za 69 tysięcy franków kolejny album Jarre'a – „Music For Supermerkets”, na znak protestu przeciwko postępującej komercjalizacji muzyki wydany w jednym egzemplarzu. ”Przekaźnik znaczy dziś więcej niż przekaz” - mówił Jarre z wyrzutem, trawestując słynne powiedzenie Marshalla McLuhana – „Medium is the Messager”.

Szlachetna w zamierzeniu akcja - cały zysk przekazano na konto UNICEF miała w sobie zarazem coś z kampanii reklamowej w wielkim stylu. Skutek odniosła jednak mizerny, wydany w listopadzie 1984 roku album „Zoolook” sprzedawał się bowiem gorzej niż poprzednie. Znaczna część publiczności Jarre'a czuła się tym zestawem zawiedziona, wydawało się nawet, że kariera francuskiego kompozytora dobiega końca. Sam twórca przeżyć musiał chwile trudne, „Zoolook” to bowiem jego najambitniej pomyślane dzieło, rezultat wielu miesięcy twórczej pracy.

Jako podstawowy materiał dźwiękowy kompozytor zastosował tym razem wprowadzone do pamięci syntezatora Fairlight brzmienia słów w różnych, głównie egzotycznych językach, także w języku wymyślonym przez zaproszoną do współpracy Laurie Anderson (fragment „Diva”). Nawiązując do eksperymentów Schaeffera i innych twórców awangardowych sprzed lat kilkunastu Jarre stworzył muzykę przykuwającą uwagę niecodziennym klimatem dźwiękowym, intrygującą, zupełnie inną niż „Oxygene” czy „Equinoxe”.

Oddzielone tym razem fragmenty, m.in. oparte na tanecznych rytmach „Zoolook”, „Zoolookologie” i „BlahBlah Cafe” zestawił w cykl, który spiął klamrą w postaci dwuczęściowej kompozycji „Ethnicolor”. Po raz pierwszy, jeśli pominąć zestaw koncertowy, zaprosił do udziału w nagraniach kilku dodatkowych muzyków: Frederica Rousseau - instrumenty klawiszowe, Adriana Belewa - gitara, Marcusa Millera - gitara basowa oraz Yogi Hortona - perkusja.


Suitę „Rendez-Vous” komponował Jean Michel Jarre z myślą o wielkim, jubileuszowym koncercie w Houston. Utwór miał wyrażać nadzieje, jakie wiąże ludzkość z podbojem kosmosu, emocje i niepokój towarzyszące wyprawom w nieznane, wreszcie dumę człowieka rzucającego Wszechmocnemu wyzwanie.

Jeden z tematów suity po raz pierwszy miał zostać wykonany w styczniu 1986 roku w przestrzeni kosmicznej. Zadania tego zgodził się podjąć Ron McNair, saksofonista-amator, fizyk, członek załogi wahadłowca Challenger. Realizację zamierzenia udaremniła tragiczna katastrofa promu, który w 73 sekundy po starcie, na wysokości 17 kilometrów nad Ziemią, eksplodował. Siedmioosobowa załoga straciła życie w nieopisanych męczarniach.

W ostatecznej wersji suity „Rendez-Vous”, przede wszystkim w pełnej nerwowego napięcia, zwieńczonej chóralnym finałem części drugiej, także w utrzymanej w żałobnym nastroju części kolejnej oraz w kolażowych fragmentach części piątej, znalazło odzwierciedlenie przerażenie tą śmiercią.

Twórca nie zrezygnował jednak z wykorzystania w cyklu utworów pogodnych, tchnących optymizmem oraz wiarą w możliwości człowieka, m.in. radosnej części czwartej, podobnie jak wiele spośród starszych kompozycji Jarre'a nawiązującej do stylistyki muzyki dyskotekowej, a także wdzięcznego walczyka otwierającego „Fifth Rendez-Vous”.

Piękny, kantylenowy temat, który Ron McNair miał wykonać w kosmicznej przestrzeni, zatytułowany ostatecznie „Last Rendez-Vous: Ron's Piece”, wykorzystany został w zakończeniu suity.

W nagraniu „Rendez-Vous”, utworu bliższego charakterem „Oxygene”, „Equinoxe” i „Les Chants Magnetiques” niż „Zoolook”, oprócz Jarre’a wzięli udział: Michel Geiss - instrumenty klawiszowe, Dominique Perrier - instrumenty klawiszowe, Joe Hammer - instrumenty perkusyjne, syn kompozytora David - instrumenty klawiszowe oraz Chór Radia Francuskiego pod dyrekcją SyIvaina Duranda. Partię saksofonu we fragmencie Ron's Piece wykonał Pierre Gossez.


Klika miesięcy temu ukazała się ostatnia jak dotąd płyta francuskiego kompozytora, „Jean MicheI Jarre In Concert”, dokumentująca jego występy w Lyonie i Houston z towarzyszeniem zespołu, orkiestry i chóru. W jej repertuarze znalazły się utwory znane z albumów wcześniejszych, niektóre kompozycje, przede wszystkim „Ethnicolor” i „Second Rendez-Vous” zyskały wszakże w nowym, orkiestrowym opracowaniu symfoniczny patos i rozmach.

Płyta stanowi kronikę, niecodziennych wydarzeń, za jakie bez wątpienia można uznać połączone z widowiskami świetlnolaserowymi na tle zabudowań koncerty Jarre'a w Lyonie i Houston. Oprócz muzyki przynosi też nagrania telewizyjnych i radiowych zapowiedzi występu w Houston, opinie kilkunastu spośród tysięcy jego uczestników, zarejestrowane w dniu uroczystości komunikaty policji teksańskiej na temat trudnej sytuacji na prowadzących do miasta drogach, itp. Na stronie drugiej, zawierającej obszerne fragmenty cyklu „Rendez-Vous”, usłyszeć też można głos Ojca Świętego...

Posiadająca duży walor dokumentalny płyta w dorobku Jarre'a stanowi jednak epizod mniej znaczący. Wielbicielom francuskiego twórcy pozostaje nadzieja, że na kolejne jego nagrania nie będą zbyt długo czekali.



Obudowy maszyn - Obudowy i komponenty do komputerów oraz maszyn Lampy wiszące - Lampy, Kinkiety oraz żyrandole angielski on line - Etykietowanie - Etykietowanie termokurczliwe i inne. Żaluzje drewniane - Żaluzje okienne z drewna